Nuxe Rêve de Miel





Nienawidzę balsamów do ust w słoiczkach. Myśl o tym, że żeby nawilzyc moje usta muszę włożyć brudny palec (Ekhem, barierki w metrze? Tysiące bakterii. Miliony. Miliardy. Biliony.) do pojemnika i przenieść ten cały zestaw na moja twarz napawa mnie przerażeniem. Na dodatek, co potem zrobić z pozostałością produktu, którego nie wykorzystałam? Jedyne co mi przychodzi do głowy to wytrzeć to wszystko o spodnie. Niezbyt dobry pomysł.
Dlatego zacięcie biłam się z myślami czy powinnam kupić Nuxe Rêve de Miel. Zapewne już o nim slyszeliście i, co więcej, wyskakuje już wam z lodówki (nie? A sprawdzalyscie za sałatą?). Jednak jak powszechnie wiadomo, życie zmusza nas do ciężkich wyborów. Moje usta były okropnie suche i nic im nie pomagało, nawet sławetne Tisane. Popędziłam więc do Superpharmu, gotowa wydać moje miliony (30zł za balsam do ust?) i stawić czoła bakteriom. Jednak jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam, że nie dość, że Nuxe Rêve de Miel jest przeceniony na 17zł to jeszcze... Mogę go zakupić w formie sztyftu! Złapałam więc mój skarb i z prędkością błyskawicy pobiegłam do kasy.


Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że wszystkie dobre rzeczy, które mówią o tym balsamie są prawdą. Wspaniale nawilża usta i, według mnie, najlepiej działa jeżeli w dużej ilości się go nałoży na noc. Po przebudzeniu moje usta były niesamowicie miękkie i odżywione (pomimo tego, że przez całą noc oddychałam przez buzię - uroki kataru). 

Przez to, że ta pomadka jest dość ciężka, raczej nie nadaje się do używania pod szminki czy błyszczyki, ale to chyba jej jedyny minus jaki udało mi sie odkryć.

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Skoro Nuxe Rêve de Miel jest stworzony na podstawie miodu i pestek słonecznika, to jakim cudem czuję w jego zapachu coś cytrusowego? Myślę, że to jedno z pytań na które nigdy nie uda mi się znaleźć odpowiedzi. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz