Nigdy nie lubiłam książek o miłości, a romantyczne dialogi przyprawiały mnie o mdłości. (Czy jestem juz raperem?) Nie mogłam kolejny raz czytać historii, które opierały się na jednym schemacie, i żyli długo i szczęśliwie... Który to juz raz?
Przełom nastąpił gdy przeczytałam the Fault In Our Stars Johna Greena. Na początku wcale nie miałam zamiaru po to sięgać, ale cały youtube żył tylko tą książką. Postanowiłam spróbować i nie żałuję - ryczałam jak bóbr, chociaż łatwo się nie wzruszam.
Ostatnio w łapki mi wpadła w książka Me Before You (polski tytuł: Zanim się pojawiłeś) Jojo Moyes i jedyne co mogę powiedzieć to to, że jest świetna. Pochłonęłam ją w jeden wieczór, a w zasadzie noc. Skończyłam ją czytać w okolicach 4 nad ranem, gdy powoli zaczynało robić się jasno. Oglądając wschód słońca czułam pustkę jaką ma się w sobie po przeczytaniu dobrej książki oraz natłok myśli związanych po prostu z życiem i tym jak dziwnie się czasem układa.
Ale o czym tak właściwie ona jest? O miłości i walce. Miłości, ktora nie miała się zdarzyć i walce o ukochaną osobę, walce, która od początku była nierówna. Po raz kolejny przekonujemy się, że miłość nie zna granic. Ani fizycznych ani psychicznych. I ja w to wierzę (czasami).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz